Relacja z gali LFN “That`s All Folks”

Relacja z gali LFN “That`s All Folks”.

Pierwszego kwietnia 2016 roku w Hali Expo 2 w Łodzi odbyła się gala Ladies Fight Night “That`s All Folks”. I z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że tego dnia było na świecie mało wydarzeń, które mogłyby równać się splendorem, blaskiem i dawką emocji z tą galą właśnie. Licznie zgromadzona widownia uraczona była nie tylko pokazem świetnych walk, ale również nieodpłatnym poczęstunkiem zaserwowanym przez “Gejsza Sushi”. Dodatkową atrakcją był przedpremierowy pokaz nowego Mercedesa Klasy E. Jednak solą tej ziemi było to co działo się w ringu. A tam w zaciętych starciach, widzowie byli świadkami pokazu techniki i umiejętności na najwyższym poziomie. I to właśnie tam osiemnaście pań z pięciu państw starło się w dziewięciu walkach na zasadach MMA oraz K-1. A słusznie zadowolona i usatysfakcjonowana widownia, tego wieczoru otrzymała wszystko co było jej potrzebne, a mianowicie “chleb i igrzyska”.

A w kolejnych walkach gali starły się:

1Jedna z najbardziej wyrównanych walk. Dla obu pań był to debiut w zawodowych walkach, zatem obie rzuciły do boju wszystko na co pozwoliły im umiejętności i serce do walki. Jednak to Aleksandra Piasecka zadała większą ilość celnych i mocnych ciosów, dlatego też werdykt był na jej korzyść.

 

2Hanna Gujwan już od pierwszych chwil starcia narzuciła przeciwniczce twarde warunki. Zdecydowanie zaatakowała czym zdominowała Tapalaj. Podjęła już nawet próbę duszenia zza pleców, jednak tym razem jeszcze nieudaną. Chełmianka miała jeszcze na tyle sił by uniknąć zagrożenia, jednak i sama nie potrafiła wykorzystać przewagi, gdy w pewnym momencie znalazła się w pozycji z góry, w gardzie rywalki. Druga runda zaczęła się podobnie, Gujwan uzyskała przewagę w stójce, by w połowie rundy podjąć, tym razem już skuteczną, próbę duszenia zza pleców.

 

3To była najkrótsza walka na gali. Łotyszka błyskawicznie ruszyła do zdecydowanego ataku, czym zaskoczyła Polkę. Sochenko trafiła potężnym ciosem a potem dobiła Oleską kanonadą ciosów w parterze. Po 24 sekundach starcie było zakończone. Spektakularne zwycięstwo odniosła Sochenko.

 

4To była walka, która miała różne oblicza. Pierwsza runda bezapelacyjnie należała do Cmarovej. Skutecznie wykorzystywała przewagę zasięgu, zarówno przy uderzeniach pięściami jak i przy kopnięciach. W drugiej rundzie sytuacja uległa całkowitej zmianie, Pawlik ruszyła do zdecydowanego ataku i zaczęła dominować nad swoją rywalką. Świetnie boksowała i punktowała, jednak nie zdołała utrzymać tej dyspozycji do końca walki. W trzecim starciu Słowaczka zdołała opanować sytuację, uszczelniła gardę, ponownie zaczęła udanie wykorzystywać przewagę swojego zasięgu i to ona ostatecznie odniosła zwycięstwo jednogłośną decyzją sędziów. Trzeba jednak nadmienić, że walka była bardzo wyrównana, obie panie pokazały wielkie serce do walki. Nie brakowało silnych ciosów, a tempo nie opadło ani na chwilę.

 

10

Kolejna walka, w której było ostro i z pazurem. Pochodząca z Wenezueli Macedo od początku narzuciła swój styl walki i bardzo szybko zdominowała Węgierkę. Początkiem końca było silne kopnięcie na głowę, którym Macedo oszołomiła zaskoczoną Vincze. Osłabiona Węgierka dała się łatwo sprowadzić do parteru, gdzie wciśnięta w narożnik mogła się już tylko bronić przed atakami reprezentantki klubu Ankos Poznań. Ostatecznie sędzia przerwał walkę, gdyż obijana i mocno już naruszona Vincze nie była w stanie podjąć skutecznej walki.

 

6

W starciu Katarzyna Posiadała kontra Marta Gusztab, ta pierwsza narzuciła niezwykle szybkie i zawrotne tempo, które utrzymywała do końca walki. Duża ilość wyprowadzanych ciosów, zwłaszcza prostych, szybkie kombinacje, świetna praca nóg, to wszystko w wykonaniu Posiadały dało jej wyraźną przewagę. Pani Katarzyna tego dnia była po prostu nieuchwytna dla swojej przeciwniczki. Gusztab mimo dzielnej postawy przyjmowała coraz więcej ciosów, co niestety było widoczne na jej twarzy. A jej rywalka nie zwalniała ani na chwilę i ostatecznie odniosła zwycięstwo przez decyzję. Biorąc pod uwagę postawę i tempo jakie zaprezentowała w ringu Posiadała, to jeśli tego dnia synoptycy zapowiedzieliby tornado to powinno ono nosić miano “Katarzyna”. A może byliśmy świadkami narodzin nowego żywiołu? Jeśli tak, to podpisujemy się pod tym obiema rękami.

 

5

Weronika Zygmunt w starciu z Virak Furo jak na prawdziwą zapaśniczkę przystało zaprezentowała solidne zapasy na najwyższym poziomie. A jej rzuty przez biodro z powodzeniem mogłyby przynieść jej złoto olimpijskie w judo. Zygmunt przez cały pojedynek kontrolowała sytuację, ani na chwilę nie pozwoliła rywalce na rozwinięcie skrzydeł. W naturalny dla siebie sposób dążyła do obaleń oraz technik kończących w parterze np. poprzez balachę. Ale tego dnia kluczem do zwycięstwa nie były tylko umiejętności zapaśnicze i grapplerskie. Swego czasu posłanka Renata Beger stwierdziła, że ma w oczach… no chyba każdy pamięta co to było. Pierwszego kwietnia na gali LFN 2:”That`s All Folks” Pani Weronika miała to samo…tyle, że w pięściach. I tymi właśnie pięściami, już w parterze, ciosami ciężkimi jak bombowce, kanonadą jak podczas nalotu dywanowego, Zygmunt odniosła swoje imponujące zwycięstwo. Weronika Zygmunt zaprezentowała w ringu świetną dyspozycję, a zwieńczeniem zwycięskiej walki było wręcz podręcznikowe zastosowanie techniki ground and pound.

 

9

Tego dnia Sylwia “Mała” Juśkiewicz walczyła jakby dysponowała nadludzkimi mocami. A jedyną skuteczną bronią by ją  powstrzymać wydawał się co jedynie kryptonit, tego chyba jednak Kasprzyk zapomniała zabrać z sali treningowej. Tymczasem na ringu Pani Sylwia wyczyniała cuda. Poruszała się z szybkością pocisku, od pierwszego do ostatniego gongu, a jej ruchy były nie do przewidzenia przez przeciwniczkę. Grad ciosów, kombinacje zadawane jak błyskawica, z powodzeniem możnaby obdzielić nie jeden a kilka pojedynków. Doskonała praca nóg, wyczucie dystansu, duża ilość celnych ciosów oraz żelazna kondycja były najlepszą receptą na zwycięstwo w tym boju. A prawdziwą wisienką na torcie w wykonaniu Pani Sylwii były ciosy backfist oraz – jak na prawdziwą superwoman przystało – superman punch. Raz po raz zaganiana i obijana w narożniku Kasprzyk tuż przed końcem trzeciej rundy zaliczyła jeszcze nokdaun. Jednak nokautu nie było i ostatecznie Juśkiewicz bezapelacyjnie wygrała przez decyzję. Natomiast jej rywalce należy się uznanie, gdyż okazała się twardą zawodniczką, która mimo kanonady ciosów zafundowanej jej przez oponentkę, wytrwała do końca walki. A o Pani Sylwii możemy napisać tylko jedno, jeśli w przyszłości producenci z wytwórni MARVEL będą szukać inspiracji na nowego superbohatera to my już wiemy, gdzie mogą znaleźć wzorzec.

 

A walką wieczoru było starcie:

8

Sun-Tzu – starożytny chiński generał i teoretyk wojskowości, twórca dzieła “sztuka wojny” – twierdził “jeśli dobrze poznasz siebie i swojego przeciwnika to wygrasz każdą bitwę”. Patrycja Krawczyk jak i Alexandra Jursova poznały siebie nawzajem bardzo dobrze, gdyż już raz stanęły oko w oko. W pierwszej konfrontacji górą była Polka. I tym razem tezę i lekcję od zacnego wąsatego Chińczyka lepiej odrobiła Pani Patrycja, która z zabójczą skutecznością i konsekwencją wykorzystała swoją siłę oraz słabości oponentki. Krawczyk, ta wojowniczka o twarzy anioła, w ringu jednak nie sprawiała wrażenia anioła, co to spadł na ziemię i nie może się odnaleźć. W ringu Pani Patrycja bardzo dobrze wiedziała co ma robić. Jak prawdziwa wojowniczka, z krwi i kości, raz po raz trafiała przeciwniczkę na twarz licznymi ciosami. Ale największa broń kryła się w low-kickach. Te zadawane z zegarmistrzowską precyzją i z imponującą siłą z minuty na minutę odbierały Jursovej wszelką ochotę do dalszej walki. Już po pierwszej rundzie nogi Jursovej były na tyle okopane i zdewastowane, że ta poddała pojedynek. Walka wieczoru była wielkim show tylko jednej zawodniczki, Patrycji Krawczyk, która to nie pierwszy raz odniosła zwycięstwo z pomocą piekielnie silnych low-kicków. Patrycja Krawczyk Super Star? O tak!