Gala LFN relacja Leciejewska

Gala LFN „IRA” – relacja!

Gala LFN „IRA” – relacja!

26 sierpnia 2017 roku Rawa Mazowiecka stała się stolicą kobiecych sportów walki. To właśnie tam w Hotelu Ossa Congress & Spa odbyła się szósta gala naszej organizacji. Podczas LFN „IRA” w klatkoringu zaprezentowało się 16 Pań z całego świata. Tym razem było to towarzystwo nie tyle międzynarodowe, co bardziej interkontynentalne. W pięciu pojedynkach w formule K-1 oraz trzech w MMA rywalizowały zawodniczki z Polski, Czech, Włoch, Wielkiej Brytanii, Rosji, Brazylii, Tajlandii, Wenezueli, Nowej Zelandii oraz Maroka. Poziom sportowy był bardzo wysoki. Obok polskich gwiazd mogliśmy podziwiać talent i umiejętności zawodniczek m.in. z Tajlandii – kolebki Muay Thai. Nie zabrakło również wielkich nazwisk jak np. Iman Barlow oraz Anissa Haddaoui, fighterki uznawane za jedne z najlepszych kickbokserek na świecie. Tradycją już jest, że organizacja Ladies Fight Night oprócz emocji związanych ze starciami ringowymi dostarcza także rozrywki i niespodzianki muzyczne. Czas zebranym umiliła formacja „Drużyna Mistrzów”, ale największym zaskoczeniem był pokaz umiejętności beatboxerskich przez Piotra Stramowskiego – cenionego aktora, znanego m.in. z filmów „Pitbull”. Nie sposób również pominąć faktu, że gala LFN „IRA” była częścią łączonego eventu z wielką imprezą „Odjazdowa 50 Braci Collins” zorganizowaną przez zaprzyjaźnionych z nami Braci Collins. Ten „mariaż” walecznych kobiet oraz luksusowych samochodów okazał się układem idealnym, w którym nie zabrakło emocji na wielu poziomach. Publiczność również dopisała, wśród której nie zabrakło wielu gości specjalnych ze świata filmu, sportu i muzyki m.in. Piotr Stramowski, Tomasz Oświeciński, Bracia Collins, Ewa Lubert, Marcin Wrzosek, Bartek Kurczewski, Artur Partyka, Łukasz Zaborowski, Karolina Owczarz, Monika Michalak, Ewa Piątkowska, Roman Bosski, KaeN. Całość natomiast była należycie podgrzewana żywiołowymi komentarzami prowadzących galę, którymi byli jedyni i niepowtarzalni Łukasz „Juras” Jurkowski oraz Krzysztof „Jankes” Jankowski. LFN „IRA” okazała się organizacyjnym i sportowym sukcesem, który tylko potwierdza, że eventy spod szyldu LFN regularnie podnoszą poprzeczkę.

 

K-1 kat. 52 kg.
Natalia Leciejewska [POL] (0-1-0) vs Nuchprapai Aptichaya [TAJ] (84-15-1)

W pierwszej walce wieczoru w formule K-1 zmierzyły się Natalia Leciejewska [POL] oraz Nuchprapai Aptichaya [TAJ]. Było to starcie ringowej „młodości” z doświadczeniem, gdyż Polka miała na swoim koncie tylko jedną walkę zawodową, natomiast zawodniczka z Azji stoczyła tych walki równo sto. Tyle, że rekordy nie walczą. W klatkoringu okazało się, że ilość starć jest jedyną przewagą Tajki. To Polka od początku narzuciła swój styl walki, to ona dominowała i to ona odniosła zasłużone zwycięstwo. Była agresywniejsza i bardziej zdecydowana w swych atakach, regularnie spychała przeciwniczkę pod liny, zasypywała ją całymi seriami ciosów i kopnięć. Skutecznie punktowała kąśliwymi low-kickami. Tajka starała się nie pozostawać dłużna, imponowała front-kickami, prezentowała całkiem ciekawy zestaw technik nożnych. Jednak na świetnie dysponowaną tego dnia Leciejewską to nie wystarczyło. Walka zakończyła się jednogłośnym zwycięstwem Natalii Leciejewskiej. Jednak należy wspomnieć, że Nuchprapai Aptichaya zaprezentowała bardzo dobre K-1 i przy większej dozie ryzyka i agresywności, mogła nawiązać wyrównaną walkę ze swoją przeciwniczką.

 


MMA kat. 52 kg.
Carolina Jimenez [WEN] (5-0-0) vs Anna Rudenko [ROS] (1-1-0)

Pierwszym starciem w formule MMA była walka Caroliny Jimenez z Wenezueli kontra Rosjanka Anna Rudenko. Podobnie jak w poprzednim pojedynku jedna z zawodniczek od początkowego gongu była stroną zdecydowanie agresywniejszą i aktywniejszą. Tą pozycję dominującą wypracowała sobie zawodniczka z Wenezueli. Dysponując dużo większym zasięgiem punktowała w stójce zadając wiele celnych ciosów i kopnięć. Rosjanka ratowała się obaleniami, ale i tam, walcząc z pleców, to Jimenez była dużo groźniejsza. Wykorzystując swoje długie i elastyczne nogi nieomal zapięła trójkąt już w pierwszej fazie pojedynku, była również bardzo bliska założenia skutecznej balachy. Rudenko natomiast imponowała cierpliwością. Przeczekała wszelkie próby skończenia przez Jimenez, a następnie przy pierwszej okazji zajęła pozycje boczną, potem zza pleców, i gdyby nie gong kończący rundę pierwszą, miałaby szanse na niebezpieczne duszenie. Kto wie czy przerwa nie była kluczowa. W narożniku Jimenez stała Veronica Macedo, która w kwietniu zeszłego roku stoczyła zwycięski bój na naszej gali, a obecnie jest zawodniczką UFC. To za jej wskazówkami i radami, od początku rundy drugiej Wenezuelka ruszyła do imponującej szarży, trafiając raz za razem przeciwniczkę. Otrzymane uderzenia wyraźnie osłabiły Rudenko, która po raz kolejny ratowała się obaleniami, ale niewiele z tego wynikło. To co nie udało się w rundzie drugiej miało swój finał w ostatniej odsłonie. Po całej serii morderczych ciosów w parterze sędzia Michalak zakończył pojedynek, w którym przez TKO zwyciężyła Carolina Jimenez.

 

K-1 kat. 56 kg.
Patrycja Krawczyk [POL] (7-1-0) vs Karolína Klusová [CZE] (8-1-0)

Walka numer trzy podczas gali LFN „IRA” to była konfrontacja w K-1 pomiędzy Patrycją Krawczych z Polski a Karoliną Klusovą z Czech. I jeżeli przebieg tego starcia można streścić jednym stwierdzeniem to na usta ciśnie się tylko jedno – był to bój iście śmiertelny. Bój, w którym padło chyba z tysiąc kopnięć z każdej strony, ale żadne z nich nie było w stanie złamać ani Krawczyk ani Klusovej. To był pojedynek prawdziwych żelaznych dam kobiecej sceny K-1. Dużo wyższa Czeszka wywierała silną presję, starając się wykorzystać przewagę zasięgu, spychała Krawczyk pod liny. Polka natomiast stawiała na swoją ruchliwość, mobilnością nie pozwalała się zdominować. Walka była prowadzona na bardzo wysokich obrotach, w tempie, które z czasem zaczęło sie odbijać na pokładach energii obu zawodniczek. W zachowaniu świeżości nie pomagały też nieprzepisowe trafienia Klusovej poniżej pasa oraz fatalne backfisty uderzane łokciem, które wywołały grymas bólu na twarzy Krawczyk. Mimo skrajnego wycieńczenia w końcówce trzeciej rundy to właśnie Polka zadała kilka mocnych ciosów, które na kartach punktowych pozwoliły jej wrócić do walki o zwycięstwo. Jednak gong kończący rundę trzecią nie przyniósł ulgi w postaci zakończenia pojedynku. Sędziowie uznali, że starcie jest remisowe i zarządzono dogrywkę. Dodatkowa runda wyzwoliła w Krawczyk najgłębsze rezerwy energii, determinacji i waleczności. Ta złotowłosa wojowniczka, niczym najwaleczniejsza bohaterka sag o Wikingach, stanęła do morderczego boju niemal jak z mitycznym Grendelem – potężnym, większym, silniejszym. Decyzją sędziów dwa do jednego, wycieńczona, obolała, ale zwycięska okazała się Patrycja Krawczyk. Gratulujemy zwycięstwa, zazdrościmy żelaznej woli!

 

K-1 kat. 54 kg.
Iman Barlow [GB] (87-5-3) vs Ranee Klinratree [TAJ] (93-16-0)

Ten pojedynek w K-1 zapowiadał się bardzo interesująco. W klatkoringu LFN oko w oko stanęły dwie bardzo doświadczone zawodniczki, które łącznie stoczyły ponad 200 pojedynków. W narożniku niebieskim stawiła się pochodząca z Tajlandii – ojczyzny Muay Thai – Ranee Klinratree. W narożniku czerwonym zobaczyliśmy prawdziwą gwiazdę światowego muay thai i kickboxingu, pochodzącą z Wielkiej Brytanii, Iman Barlow, której lista tytułów jest niemal nieskończona. I to ta wielka gwiazda kobiecych sportów walki dała niezwykły i imponujący pokaz techniki, talentu i umiejętności. Pierwsza runda była jeszcze w miarę wyrównana. W obliczu tak wielkiego wyzwania Tajka całkiem skutecznie odpowiadała swoimi akcjami na kopnięcia Brytyjki. Jednak rundy druga oraz trzecia były całkowitą dominacją Barlow. Siłę jej talentu podkreślał też fakt, że stanęła w ringu do starcia z zawodniczką nieprzypadkową, która na swoim koncie posiada 93 zwycięstwa. Mnogość wyprowadzanych kopnięć i uderzeń w połączeniu z agresywnością złamały wszelki opór ze strony Klinratree. Mimo bardzo głośnych i żywiołowych podpowiedzi z jej narożnika, nie była w stanie odnaleźć recepty na świetnie dysponowaną Barlow. To był bardzo techniczny pojedynek, w którym to Iman wyprowadzała całe kombinacje na wielu płaszczyznach z zegarmistrzowską precyzją, punktując swoją przeciwniczkę bezlitośnie. Pojedynek zakończył się bezdyskusyjnym zwycięstwem Iman Barlow, która tego wieczoru dała pokaz K-1 na najwyższym możliwym światowym poziomie.

 

MMA kat. +90 kg.
Renata Poa [NZL] (2-1-0) vs Ellen Carla Monteiro Rosa [BRA] (0-0-0)

To była jedna z tych walk, które są dużą rzadkością w konfrontacjach kobiet. Obie Panie wniosły do klatkoringu dobre 210 kg. Starcie Poa vs Rosa w formule MMA to była naprawdę ciężka sprawa. Jednak mimo pokaźnych gabarytów obie fighterki śmiało wkroczyły do ringu. W rytm muzyki, tanecznym krokiem, nawet z piruetami. Walka była, wbrew oczekiwaniom, dość żwawa i dynamiczna. Co prawda zawodniczki nie podejmowały prób zejścia do parteru, pojedynek nie obfitował w częste i wyszukane techniki nożne, ale za to akcji i zaciekłych wymian bokserskich nie brakowało. Mimo, że można było zauważyć pewną ostrożność w poruszaniu się na nogach, i niekiedy załączony tryb oszczędzania energii, to ilość wyprowadzanych, jak i celnych ciosów, mogła imponować. Walka trwała na przestrzeni pełnych trzech rund, podczas, których stroną, która osiągnęła przewagę była zawodniczka z Nowej Zelandii. Renata Poa miała przewagę warunków fizycznych i potrafiła to wykorzystać. Rosa z czasem zaczęła tracić pomysł jak skutecznie wypunktować oponentkę. Wygrana nie tylko poprawiła rekord Renaty Poa, ale również wywindowało ją na trzecie miejsce w światowym rankingu kobiet w wadze ciężkiej. To jest bardzo obiecujący początek kariery dla tej zawodniczki, która na co dzień trenuje w American Top Team New Zeland u boku samego Marka Hunta, gwiazdy UFC.

 

K-1 kat. 63,5 kg.
Katarzyna Posiadała [POL] (4-1-0) vs Fabiola Aggio [WŁO] (7-2-1)

Walka w formule K-1, gdzie na przeciwko siebie stanęły zawodniczka LFN Team Katarzyna Posiadała oraz doświadczona Włoszka Fabiola Aggio. Posiadała zawsze była gwarantem dobrych walk, pokazu świetnej techniki i dużej waleczności. W klatkoringu czekała na nią godna przeciwniczka, bardzo mocna Aggio. Zaczęło się bardzo ostro, od piekielnych wymian, na kilku płaszczyznach. Od razu było widać, że w tym pojedynku żadna z Pań nie ma zamiaru oszczędzać ani siebie ani rywalki. Wizytówką Polki jak i zawodniczki ze słonecznej Italii jest ofensywy i nieustępliwy styl. Szybko udowodniły nam jak to wygląda w praktyce. Jednak to nasza rodaczka zaczęła brać górę, częściej okopywała swoją oponentkę, zwłaszcza korpus. Również nie jeden jej cios lądował na szczęce Włoszki. Fabiola Aggio była bardzo ambitna, dynamiki i mobilności jej nie brakowało. Wszelkimi sposobami próbowała kąsać Polkę kopnięciami i kombinacjami ciosów, lecz tego wieczoru była po prostu słabsza. Twarz Katarzyny Posiadały mogłaby być najpiękniejszą ozdobą w reklamie niejednego produktu luksusowego, jednak w tej walce Pani Kasia najpewniej była „sponsorowana” przez „Światowy Instytut Kopnięć Wszelakich”. Wystawiła bardzo piękną laurkę wszelkim technikom nożnym, okopując przeciwniczkę solidnie, co było kluczowe w odniesieniu zwycięstwa. Walka zakończyła się zwycięstwem Katarzyny Posiadały decyzją sędziów dwa do remisu. Gratulacje za postawę!

 

MMA kat. 52 kg.
Sylwia Juśkiewicz [POL] (6-4-0) vs Manoela Matos [BRA] (2-0-0)

To starcie było przystawką przed główną walką wieczoru. I trzeba przyznać, że głównie za sprawą Sylwii Juśkiewicz, było to danie niezwykle smakowite. Sylwię czekała nie lada przeprawa, gdyż jej przeciwniczka jawiła się jako niebezpieczna fighterka, która w swoich dotychczasowych bojach wychodziła zwycięsko przed czasem. Mimo to pojedynek nie zaczął się od szczególnie ostrożnego badania sił i możliwości rywalek, byliśmy świadkami raczej zdecydowanych wymian. Była to próba sił, która od pierwszych sekund miała dać odpowiedź, która z zawodniczek osiągnie przewagę i udowodni, że ten dzień należy do niej. Bardzo szybko okazało się, że tym dominatorem jest Polka. Skutecznie zaczęła okopywać nogi Brazylijki, popisywała się również celnymi seriami ciosów na twarz. Jednak starała się „nie podpalać”, nawet gdy rywalka była naruszona, Sylwia trzymała się planu, nie rzucała się do szaleńczych ataków, spokojnie realizowała swoją taktykę. Taktykę, która przynosiła jej wiele cennych punktów, a ponadto mocno osłabiała Manoele Matos. Juśkiewicz natomiast bardzo umiejętnie rozkładając siły zachowywała rozsądek w swoich poczynaniach. Tyle, że Sylwia znana jest ze swojego efektownego i agresywnego stylu walki, zatem i nie zabrakło miejsca na jej słynny i imponujący superman punch. Po jednym z ataków zawodniczka z gorącej Brazylii padła na deski, nasza rodaczka dopadła jej w dwóch susach, i zaczęła okładać ją ciosam z góry. Jednak Mantos udowodniła, że nie wzięła się w klatkoringu LFN z przypadku, będąc w trudnej sytuacji wczepiła się w nogę Juśkiewicz, i zagroziła jej niebezpieczną skrętówką. Przez dłuższą chwilę to myśliwy stał się zwierzyną. Tyle, że miało to miejsce tylko raz na przestrzeni całej walki. Polka uwolniła się z tarapatów niemal równo z gongiem kończącym pierwszą odsłonę walki. W kolejnych dwóch rundach dominacja i przewaga Juśkiewicz była bezapelacyjna. Świetnie poruszała się na nogach, była szybka i dynamiczna, zadawała ciosy i kopnięcia na wielu płaszczyznach. Straszyła silnym prawym sierpowym, nadal konsekwentnie okopywała nogi. Na tle ospałej Brazylijki wydawała się być podwójnie nakręcona, jak na turbo doładowaniu. Tego dnia jej przydomek „Mała” można było śmiało wzbogacić by brzmiał „Turbo Mała”. I te jej turbo okraszone licznymi kombinacjami i efektownymi akcjami oglądało się z prawdziwą przyjemnością. Już w październiku Sylwię czeka wymagające wyzwanie, czyli udział w turnieju federacji RIZIN w wadze atomowej. Przy takiej formie Juśkiewicz może tam wiele zdziałać, pokazać prawdziwą siłę polskiego MMA w żeńskim wydaniu. Tymczasem na LFN „IRA” Sylwia „Turbo Mała” Juśkiewicz odniosła zasłużone i zdecydowane zwycięstwo na punkty. Gratulujemy!

 


Walka wieczoru
K-1 kat. 63,5 kg.
Anissa Haddaoui [MAR] (41-3-1) vs Kamila Bałanda [POL] (11-1-0)

W walce wieczoru w formule K-1 starły się dwie niezwykle silne i utytułowane zawodniczki. Kamila Bałanda z Polski oraz Anissa Haddaoui z Maroka, która to jest uznawana za jedną z najwybitniejszych fighterek w kickboxingu na świecie. Początek pojedynku należał do Bałandy. Dysponując lepszymi warunkami fizycznymi i większym zasięgiem zaczęła wywierać presję na rywalce, dosięgając ją kilkoma kąśliwymi ciosami i kopnięciami. Jednak Anissa szybko ostudziła jej zapędy. Szybki i silny high-kick na głowę doprowadził do pierwszego knockdownu. Wysokie kopnięcia są jej wizytówką, i w tej walce jeszcze niejednokrotnie korzystała z nich z wymiernymi korzyściami. Zresztą Haddaoui czarowała wieloma technikami, to był pokaz K-1 z najwyższej półki. Bałanda starał się utrzymać w tej walce, odpowiadała ciosami i kopnięciami, które przy jej imponującym zasięgi również odnajdywały cel. Po jednym z front kicków na twarz, głowa Marokanki aż odskoczyła do tyłu. To jednak tylko podgrzało Haddaoui. Braki w zasięgi rekompensowała ruchliwością, dobrą pracą na nogach. Atakując z nieco obniżonej pozycji skracała dystans i karciła Bałandę raz za razem. Co najważniejsze przy tych niekiedy szaleńczych szarżach w ogóle nie traciła techniki. Skuteczności również nie brakowało czego efektem był kolejny knockdown. Runda ostatnia to była dalsza dominacja Marokanki. Obijała Polkę kolanami, kopnięciami i ciosami. Bałanda wydawała się oszołomiona i zdezorientowana, jakby dostała piaskiem po oczach…marokańskim pustynnym piaskiem. Mimo to walczyła o zwycięstwo do końca, potrafiła się opanować i kilkukrotnie ripostowała oponentce, a to zaskakującym back-fistem, a to solidnym front-kickiem. Pokazała dużą waleczność i nieustępliwość, jej postawa imponowała – zwłaszcza w obliczu tak silnej przeciwniczki. Sędziowie jednogłośnie przyznali wygraną Annisie Haddaoui, jednak należy również pochwalić i wyróżnić zawodniczkę z Polski, gdyż długimi momentami była równorzędnym przeciwnikiem dla swojej utytułowanej rywalki.

 

Kategorie
AktualnościLFN

LFN Newsletter

Otrzymuj aktualizacje bezpośrednio do swojej skrzynki odbiorczej.

Akceptuję Politykę Prywatności LFN.com.pl

POWIĄZANE